Szkoła dla kopalni
Na początku była to placówka ściśle związana z kopalnią węgla brunatnego Turów. Kształciła przede wszystkim mechaników i elektryków maszyn górnictwa odkrywkowego. Uczniowie mieli status uczniów – w przeciwieństwie do szkół energetycznych, gdzie młodzież była traktowana jak pracownicy młodociani.
– Klasy liczyły ponad 30 osób, a młodzież dojeżdżała nawet z odległych miejscowości. Codziennie przywoziły ich autobusy ze Zgorzelca – wspomina nauczyciel.
Z czasem pojawiło się zapotrzebowanie na nowych specjalistów, w tym górników do prac podziemnych. Sam Kunysz, choć początkowo nie miał doświadczenia w tej dziedzinie, został skierowany na intensywne szkolenie na Górnym Śląsku, by później przekazywać wiedzę uczniom.
Od mundurów do różnorodności
Szkoła przez lata miała charakter typowo męski i mundurowy. Wszystko zmieniło się wraz z rozwojem nowych kierunków, takich jak obróbka skrawaniem, która po raz pierwszy otworzyła drzwi dla dziewcząt.
W kolejnych latach oferta edukacyjna rozszerzała się – pojawiły się klasy samochodowe, mechatroniczne czy handlowe. Była to odpowiedź nie tylko na potrzeby kopalni, ale także zmieniającego się rynku pracy i zainteresowań młodzieży.
Trudne reformy i nowe początki
Lata 80. i 90. przyniosły poważne zmiany w polskim systemie edukacji. Decyzje o ograniczeniu szkolnictwa zawodowego doprowadziły do likwidacji warsztatów szkolnych.
– Przez dwa lata sprzedawaliśmy maszyny z pracowni. Nawet jednej tokarki nie udało się zachować – mówi Kunysz.
Paradoksalnie, niedługo później znów pojawiło się zapotrzebowanie na specjalistów. Szkoła odbudowała zaplecze dzięki przejęciu wyposażenia z likwidowanej placówki w Trzcińcu.
Szkoła i rynek pracy
Po przejęciu szkoły przez powiat jej funkcjonowanie uniezależniło się od bezpośrednich potrzeb kopalni. Nadal jednak utrzymywana jest współpraca z lokalnymi zakładami, a uczniowie odbywają praktyki m.in. w elektrowni.
Zmieniły się też wyzwania – dziś szkoła konkuruje o uczniów z placówkami w Zgorzelcu czy większych miastach.
– Młodzież często wybiera większe ośrodki, bo daje im to większą swobodę. To dla nas duże wyzwanie – przyznaje nauczyciel.
Cztery pokolenia uczniów
Jednym z najbardziej niezwykłych aspektów pracy Zdzisława Kunysza jest ciągłość pokoleń.
– Zdarza się, że uczę wnuka swojego dawnego ucznia. Miałem już cztery pokolenia w jednej rodzinie – mówi z uśmiechem.
Nauczyciel na całe życie
Choć formalnie przeszedł na emeryturę, nadal pracuje na pełnym etacie. Jak sam podkreśla, to właśnie kontakt z młodzieżą daje mu energię i motywację.
– Nie wyobrażam sobie siedzieć w domu. Szkoła to nie tylko nauczanie – to także rozmowy, wsparcie i rozwiązywanie problemów młodych ludzi.
Historia Zdzisława Kunysza to nie tylko zapis zmian w edukacji zawodowej, ale przede wszystkim dowód na to, jak wielką rolę odgrywają nauczyciele – przewodnicy kolejnych pokoleń, którzy pozostają w pamięci uczniów na całe życie.

