Demografia, transformacja i finanse – trzy ściany, od których nie da się uciec
Jak podkreślał radny Grzegorz Krawczyk, problem nie pojawił się nagle. O konieczności zmian w sieci szkół mówi się w gminie Bogatynia od lat, jednak poprzednia kadencja Rady Miejskiej nie zdecydowała się na podjęcie tego tematu. Dziś sytuacja jest znacznie trudniejsza.
– „Nie ma już odwrotu” – mówił radny. – Mamy do czynienia z głębokim niżem demograficznym, transformacją energetyczną, która w najbliższych latach ograniczy wpływy do budżetu, oraz sytuacją, w której wydatki bieżące zrównały się z dochodami gminy. To są fakty, których nie da się zignorować.
Spadająca liczba urodzeń – z około 270 dzieci w 2009 roku do niespełna 170 po dekadzie – oraz migracje związane z programami odejść w Turowie powodują, że w kolejnych latach uczniów będzie jeszcze mniej. Jednocześnie gmina wydaje na oświatę blisko 97 mln zł rocznie, otrzymując na tzw. „potrzeby oświatowe” nieco ponad 32 mln zł.
Proces bez konkluzji
Choć od marca ubiegłego roku odbyło się kilka komisji i spotkań poświęconych oświacie – w tym dwudniowa komisja objazdowa po wszystkich szkołach – radni zgodnie przyznają: „nie ma żadnego konsensusu”.
– Spotkania trwają po pięć–sześć godzin, prezentowane są kolejne dane, ale nie zapadły żadne decyzje – mówił Przemysław Kiślak. – Burmistrz oczekuje propozycji od radnych, radni oczekują propozycji od burmistrza. Jesteśmy w sytuacji patowej.
Problemem jest także brak jednej, całościowej analizy porównawczej szkół – obejmującej koszty, potrzeby remontowe, prognozy demograficzne i potencjał infrastrukturalny. Dane są przedstawiane na komisjach, ale nie są rozsyłane, bo dynamicznie się zmieniają.
Opolno Zdrój – szkoła pod presją historii
– To szkoła, która kosztuje gminę około 3,5–3,6 mln zł rocznie, ale niemal połowa tej kwoty to dotacja państwowa. Po jej likwidacji realne oszczędności byłyby niewielkie – rzędu kilkuset tysięcy złotych – za to strata społeczna ogromna – argumentował radny Kiślak.
Radny przypomniał także kontekst historyczny: wysiedlenia związane z odkrywką, likwidację parafii, sklepu, wcześniej filii biblioteki i ośrodka zdrowia.
– Zawsze zaczyna się od Opolna. Kiedyś byliśmy „dojną krową” dla gminy przy wykupach gruntów pod PGE. Dziś jesteśmy chłopcem do bicia – mówił wprost.
Dodatkowym argumentem za utrzymaniem szkoły jest stabilna, choć niska, liczba uczniów (około 70 w perspektywie pięciu lat), bezpieczne położenie placówki oraz rosnąca liczba dzieci z orzeczeniami, dla których kameralne warunki są dużym atutem. W Opolnie działa także rodzinny dom dziecka, którego dzieci już zasilają szkołę.
Trzciniec kontra Działoszyn – spór bez prostych odpowiedzi
Drugim zapalnym punktem jest możliwe połączenie szkół w Trzcińcu i Działoszynie, z wyraźnym wskazaniem, że to Trzciniec miałby zostać przeniesiony. Radny Krawczyk zdecydowanie się temu sprzeciwia.
– To duża placówka z ogromnym potencjałem, zaprojektowana na znacznie większą liczbę uczniów. Ma dobre warunki lokalowe, zaplecze dydaktyczne i teren zielony. W perspektywie kilku lat liczba uczniów w Trzcińcu nawet wzrośnie – podkreślał.
Prognozy do lat 2031–2032 pokazują stabilizację liczby uczniów zarówno w Trzcińcu, jak i w Działoszynie (około 90–96 uczniów), podczas gdy większe spadki dotyczą szkół miejskich.
Jedyny sens: łączenie oddziałów
Radni zgodnie przyznają, że „jedynym realnym źródłem oszczędności jest łączenie oddziałów”, a nie same likwidacje budynków. Przy obecnych zasadach finansowania jeden oddział to koszt około 200 tys. zł rocznie, a potrzeby oświatowe pokrywają jedynie połowę tej kwoty przy małych klasach.
– Optymalne są oddziały 20–24 osobowe. Każdy mniejszy generuje straty – tłumaczył Krawczyk. – Bez łączenia klas te działania nie mają sensu.
Społeczne napięcie rośnie
Choć – jak przyznają radni – mieszkańcy rozumieją trudną sytuację finansową gminy, im bliżej decyzji, tym emocji jest więcej. Pomysł referendum uznają za pozorny.
– Wynik byłby z góry przesądzony na korzyść miasta. A przecież wszyscy płacimy te same podatki, niezależnie od tego, czy mieszkamy w Bogatyni, czy na peryferiach gminy – argumentowali.
Czasu brak, decyzje przed nami
Paradoks polega na tym, że choć decyzje trzeba podjąć szybko, to są to decyzje, które zaważą na oświacie w gminie na dekady.
– Ta dyskusja dopiero powinna się zaczynać, a my mamy koniec stycznia – podsumował radny Krawczyk. – Bez rozmowy, bez jasnych kryteriów i bez odwagi politycznej będzie bardzo trudno wypracować rozwiązanie, które choć trochę pogodzi racje finansowe z potrzebami mieszkańców.
Jedno jest pewne: niezależnie od ostatecznych decyzji, temat oświaty jeszcze długo będzie dzielił, poruszał i mobilizował lokalną społeczność.

